środa, 7 czerwca 2017

Gry planszowe na Warsaw Comic Con

Dopiero co zakończył się trwający cztery dni Warsaw Comic Con, który wraz z towarzyszącą imprezą Good Game Expo był doskonałą okazją do spotkania z aktorami ulubionych seriali, zerknięcia na rynek gier komputerowych, książek i komiksów. Wśród ogromnej ilości stoisk nie mogło zabraknąć gier planszowych. Pojawiło się kilka wydawnictw, które prezentowały swoje gry i umożliwiały zagranie w stare jak i zupełnie nowiutkie tytuły. 

Mimo sporej ilości odwiedzających udało mi się zagrać w prawie wszystko, co przyciągnęło mój wzrok i chciałabym się z Wami podzielić wrażeniami.

Ice Cool - pamiętacie Dunkin Shockys? Małe plastikowe figurki o przeróżnych kształtach, dodawane do gumy do żucia, którymi m.in. pstrykało się i zbijało figurki przeciwnika? Ice Cool korzysta z podobnego konceptu i pozwala nam się odrobinę cofnąć do lat 90. W grze wcielamy się w pingwinki, które uciekły z lekcji i próbują zwędzić pyszne rybki. Jeden z graczy zostaje zaś pingwinem-woźnym, który ma za zadanie wyłapać niesfornych urwisów. 

Plansza do gry jest modułowa, złożona z połączonych ze sobą pudełek. Łączymy je za pomocą drewnianych rybek, które umieszcza się nad przejściami do "pokojów". Zadaniem graczy jest pstrykanie pingwinkami, w taki sposób żeby przeskoczyły przez wejścia i zgarnęły jak najwięcej przekąsek w swoim kolorze. Natomiast woźny próbuje złapać wszystkie małe pingwinki, co dzieje się gdy zostaną one "zbite".

Ice Cool game

Ice Cool jest grą zręcznościową o sympatycznej grafice i wykonaniu, która oferuje dużo dobrej zabawy. Nie da się w nią grać po cichu, emocje na to nie pozwalają. Zasady nie są skomplikowane, nawet najmłodsi gracze nie będą mieli problemu z ich zrozumieniem, zaś starszym przypomni zabawy z lat młodości ;)

Jedynym mankamentem może być wymagane miejsce. Ważne jest aby stół był na odpowiedniej wysokości i miał miejsce dookoła, inaczej może być nam niewygodnie pstrykać.

Wojowoce box
Wojowoce - to dosyć prosta gra karciana, polegająca na zagrywaniu na stół kart owoców i stworzenia jak najbardziej punktowanej kombinacji. Każdy typ kart daje nam inną umiejętność, niektóre zapewniają bonusy w postaci np. dodatkowych kart inne mają za zadanie popsuć szyki naszym przeciwnikom. Gra jest dość zabawna, pełna negatywnej interakcji, można pokombinować z zagrywaniem różnych kombosów, a sytuacja na stole zmienia się dosłownie co parę sekund. Ujęły mnie też fajnie dopasowane rysunki samych owoców i ich nazwy np. Baba Goja czy Arbuzjanin.

Wojowoce powinny sprawdzić się jako lekka gra imprezowa, dla mnie jednak były trochę zbyt losowe i chaotyczne. Ciężko było mi coś zaplanować, gdy co chwilę ktoś inny psuł mi całą strategię. Ponadto, ciągle trafiały mi się karty do dobierania kolejnych kart i moja ręka rozrosła się do niebotycznych rozmiarów, co powodowało że gubiłam się w tym co mam. Chyba po prostu nie odnajduje się w takich grach.

Wojowoce cards

Park Niedźwiedzi - kiedy szukałam listy najlepszych gier dla dwóch osób dość wysoko plasował się na niej tytuł Patchwork. Przetestowaliśmy, zagraliśmy i o ile mi bardzo podobało się tetrisowe układanie materiałów i zbieranie guziczków, o tyle mojej drugiej połówce temat zupełnie nie przypadł do gustu. Park Niedźwiedzi rozwiązuje ten problem. Misie jakoś bardziej przyciągają, wszak kto ich nie lubi? ;)

Usłyszałam gdzieś stwierdzenie, że Park Niedźwiedzi to taki Patchwork na sterydach i coś w tym jest. Wszystkiego zdaje się tu być więcej, poczynając od liczby graczy, bowiem dostajemy także możliwość grania w trzy i cztery osoby. Przez rozbudowywana planszę każdego gracza, którą możemy powiększyć po zakryciu odpowiedniego fragmentu. Po różnorodne akcje, które wykonujemy w zależności od naszej strategii budowy. Gra nie ma skomplikowanych zasad, można je wytłumaczyć w kilka minut. To zdecydowanie leciutka gra rodzinna, przez co może nie do końca spodobać się fanom hardkorowego móżdżenia. Na szczęście dla graczy bardziej zaawansowanych pojawiają się karty celów, które mogą nieco urozmaicić rozgrywkę.

Wikingowie na pokład! - chyba największa świeżynka konwentu. Gdy w nią graliśmy nie była jeszcze w
Polsce wydana. Tematyka około wikingowska zawsze działa na mnie jak wabik więc gdy zobaczyłam malutkie drakkary na planszy musiałam podejść. Łodzie podzielone są na kilka segmentów w kolorach graczy, ilość tarczy przypiętych do burt mówi nam o ich "sile". Naszym zadaniem jest uzyskanie większości na łodziach zanim wypłyną z portu, dzięki czemu jako pierwsi będziemy mogli wybierać towar, który da nam punkty na koniec gry. Aby to zrobić korzystamy z różnych dostępnych akcji. Możemy m.in. zamieniać miejscami fragmenty drakkarów, przesuwać ich kolejność, wyposażyć w towary, a także zmieniać cenę, czyli wartość punktową konkretnych towarów lub po prostu uznać, że statek jest gotowy do drogi i nim wypłynąć. Dla tych, którzy mają w sobie żyłkę hazardzisty istnieje też możliwość obstawiania, kto będzie miał przewagę na statku w chwili jego odpłynięcia. Zagrywając akcje musimy myśleć nieco przyszłościowo, bowiem determinują one jednocześnie kolejność graczy, im lepszą (przynajmniej w założeniu) akcję wybierzemy, tym dalej będziemy w następnej kolejce.


Wiele możliwości zdobywania punktów, kombinowania zachęcają do szukania różnych dróg do zwycięstwa. Wikingowie na pokład okazali się ciekawą i ładnie wydaną grą logiczną, która po jednej rozgrywce zdecydowanie wzbudziła moją chęć posiadania jej w swojej kolekcji.

Fuse board game
Fuse - to kooperacyjna gra imprezowa, w której staramy się w wyznaczonym, ograniczonym czasie rozbroić wszystkie bomby. Będziemy to robić poprzez rzut kolorowymi kostkami, każdy z graczy wybiera jedną i próbuje dopasować do układu bomb na swoich kartach. Jeśli jednak kostka nie będzie pasować do żadnego z naszych wzorów, czeka nas kara. 

Muszę przyznać, że mam strasznie mieszane uczucia do tej gry. Fuse dobrze wpasowuje się w klimat. Rozbrojenie bomby w 10 minut jest trudne, wymaga szybkich reakcji, ludzi, którzy świetnie się ze sobą dogadują i wiedzą co robią. Naprawdę odczuwa się presję czasu i można wyobrazić sobie, że rozbrajamy prawdziwą bombę. Jeśli to takich emocji szukacie w grach planszowych, albo potrzebujecie szybkiej i emocjonującej gry, to Fuse powinno się sprawić doskonale. Ja jednak wolę w grze planować na spokojnie, nie lubię gdy gra męczy mnie tempem i  stresuje. W związku z tym nie przypadła mi ona do gustu. W żadnym wypadku nie mogę powiedzieć, że jest zła. Co to, to nie. Po prostu zupełnie nie jestem jej targetem.


Pandemia: Czas Cthulhu - kolejna gra kooperacyjna w Comic Conowym zestawieniu. Naszym zadaniem będzie zamknąć cztery portale, aby nie dopuścić do przedarcia się przez nie Przedwiecznych, co zaowocowałoby szaleństwem i chaosem. Będziemy walczyć z kultystami, Shoggothami - potworami ze świata Cthulhu, zdobywać artefakty i wskazówki, które pomogą nam pozamykać bramy. Gra jest klimatycznie wykonana i wymaga przemyślanych akcji, planowania ruchów i pilnowania rzeczy, które mogą doprowadzić do naszej przegranej, a jest ich dużo i łatwo coś przegapić.

Przyznam, że trochę zapaliłam się do tej gry. Nie dość, że kooperacyjna, to jeszcze temat Wielkich Przedwiecznych i figurki. Czyli wszystko co lubię najbardziej. Grało mi się naprawdę dobrze, ale okazało się, że Pandemia: Czas Cthulhu ma zbliżoną mechanikę do Defenders of the Realm i to nie jakieś tam malutkie podobieństwa, a cały ogrom. Już przy tłumaczeniu zasad wyszło na to, że nigdy w Pandemię nie grając znam je prawie wszystkie.

Labirynt Śmierci board game
Labirynt Śmierci -  od jakiegoś czasu marzy mi się gra planszowa, która uchwyci klimat papierowych RPGów. Labirynt Śmierci znam na razie niestety tylko z opowieści, na Comic Conie nie zdążyliśmy w niego zagrać. Przyznam jednak, że zapowiada się interesująco. Gra fabularnie jest umiejscowiona w Orchii w świecie Kryształów Czasu - pierwszego polskiego systemu gier fabularnych.

Wcielamy się jednego z ponad dwudziestu bohaterów przeróżnych ras. Poza standardowymi krasnoludami, elfami, ludźmi mamy też do wyboru mnóstwo innych, jak np. minotaur, wilkołak czy smok. Już tutaj Labirynt Śmierci zwrócił moją uwagę. No bo jak często gry planszowe oferują nam taką mnogość ras? Zwykle skupiają się jednak na profesjach. Twórcy zapewniają, że bohaterowie mają różne zdolności i mechanikę. Istnieje także możliwość pozyskania sojuszników, którzy będą towarzyszyli nam w walkach. Gra składa się z wielu fabularyzowanych scenariuszy, kampanii, epopei. Modułowa plansza pozwala na dostosowanie jej do miejsca i ilości graczy. A może ich być nawet dziesięciu i gra podobno dalej działa. Dzięki temu, że jest kooperacyjna i wszyscy wykonują akcje w tym samym czasie skraca się czas rozgrywki. Nie wiem tylko czy nie powoduje to nieco chaosu.


Labirynt Śmierci Cards

Labirynt Śmierci na pierwszy rzut oka wydaje się być odpowiedzią na moje poszukiwania i bardzo chętnie przyjrzałabym mu się bliżej.

To tyle jeśli chodzi o Comic Conowe gry planszowe. Oczywiście było ich o wiele, wiele więcej, jak choćby Wióry Lecą, Century: Korzenny Szlak, mnóstwo rodzajów Munchkinów, Top Kitchen, czy Ogródek, ale niestety nie zdążyliśmy dotrzeć do wszystkiego.

Pozostałe zdjęcia:

Comic ConWarsaw board games

Comic Con Warsaw board games



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz